Jeden wkręt przekreślił walkę Polaka w TOP 16 Drift Masters

Obraz do artykułu: Jeden wkręt przekreślił walkę Polaka w TOP 16 Drift Masters

FOT. przygonski.com

Na warszawskim Stadionie Narodowym wszystko było gotowe na pojedynek, który miał rozgrzać publiczność po przerwie technicznej. Kuba Przygoński czekał na starcie z Jamesem Deanem, jednym z najbardziej utytułowanych kierowców driftingowych. Zamiast rywalizacji o awans pojawiła się jednak awaria wywołana przez drobny przedmiot na drodze do toru. O wyniku zdecydował wkręt wbity w oponę.

Warszawa miała być sceną wielkiego pojedynku

Runda Drift Masters w stolicy była dla Kuby Przygońskiego wyjątkowa. Start przed własną publicznością, wymagający tor i atmosfera Stadionu Narodowego sprawiały, że każdy przejazd miał dodatkowy ciężar. Kierowca Orlen Oil od początku prezentował równą formę.

Najpierw pewnie przeszedł kwalifikacje, a później bez większych problemów awansował z TOP 32. W TOP 16 czekało go starcie z Jamesem Deanem. Kibice długo oczekiwali na rozpoczęcie tej fazy zawodów. Po pierwszej fazie zawodów organizatorzy przewidzieli przerwę techniczną oraz prezentację najlepszej szesnastki warszawskich zawodów. To właśnie starcie Polaka miało rozpocząć rywalizację po przerwie.

Do walki jednak nie doszło. Podczas wjazdu na tor Przygoński najechał na wkręt, który przebił przednią oponę. W trakcie rozgrzewki opona zsunęła się z felgi, co zauważył sędzia startowy. Samochód nie został dopuszczony do startu, a Polak odpadł bez choćby jednego przejazdu.

„Wielki pech w TOP 16. Pary z Jamesem Deanem nawet nie rozpocząłem. Wjeżdżając na tor, najechałem na wkręt, który przebił oponę. Przez to nie mogłem wystartować, a więc pech i wielkie nieszczęście. Przegrywamy bez walki" – powiedział Kuba Przygoński.

W driftingu o wyniku potrafią decydować ułamki sekund, ale tym razem nie chodziło ani o błąd kierowcy, ani o przewagę rywala. Przygotowany samochód i wcześniejsze dobre przejazdy nie wystarczyły, gdy opona została uszkodzona jeszcze przed startem.

Warszawski weekend zakończył się rozczarowaniem, ale nie całym sezonem

Mimo przedwczesnego pożegnania z zawodami Przygoński pozytywnie oceniał cały warszawski weekend. Podkreślał zarówno charakter toru, jak i atmosferę stworzoną przez kibiców oraz pracę zespołu.

„To był niesamowity weekend. Super tor, atmosfera. Bardzo dobrze mi się jeździło. Byliśmy dobrze przygotowani" – zaznaczył.

Wpadka w TOP 16 nie zamyka sezonu. Za dwa tygodnie kierowca ma pojawić się na legendarnym Torze Poznań, gdzie odbędą się Driftingowe Mistrzostwa Polski. Stawką będzie walka o kolejny, szósty tytuł driftingowego mistrza Polski.

„Na szczęście to nie koniec sezonu. Już za dwa tygodnie widzimy się na legendarnym Torze Poznań, gdzie będziemy walczyć o kolejny tytuł driftingowego mistrza Polski" – zapowiada Przygoński.

Dla kierowcy będzie to szansa, by szybko zostawić warszawskie rozczarowanie za sobą. Tym razem o wyniku powinny decydować przede wszystkim przejazdy, przygotowanie i bezpośrednia walka na torze.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (przygonski.com). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji