Powstanie Warszawskie widziane oczami kobiet i dzieci wraca w podcaście

Powstanie Warszawskie widziane oczami kobiet i dzieci wraca w podcaście

W nowym odcinku „Warszawa Mówi” znana opowieść o Powstaniu Warszawskim nagle zmienia perspektywę. Z barykad schodzi do kuchni, piwnic i miejsc, w których toczyła się walka o przetrwanie. Agnieszka Cubała przypomina, że w tej historii długo brakowało głosów kobiet i dzieci, a właśnie one odsłaniają najboleśniejsze i najmniej oczywiste fragmenty tamtych 63 dni.

  • Kobieca perspektywa wydobywa z Powstania to, co długo milczało
  • Dzieci w Powstaniu miały swoje zadania i swoje dramaty
  • Warszawa pamięta o powstańcach nie tylko w rocznicach

Kobieca perspektywa wydobywa z Powstania to, co długo milczało

W rozmowie z Agnieszką Cubałą powraca myśl, że Powstanie Warszawskie nie mieści się wyłącznie w obrazie walki z bronią w ręku. Gdy opowieść prowadzą kobiety, z wojennej panoramy wyłaniają się inne szczegóły: zdobywanie jedzenia, codzienny lęk, praca przy rannych, a także doświadczenia, o których przez lata mówiło się półgłosem albo wcale.

Autorka książek „Kobiety 44”, „Dzieci 44”, „Młodzi 44” i „Zwyczajni 44” zwraca uwagę na dramat kobiet uwięzionych na Zieleniaku. To właśnie tam, w miejscu kojarzonym z ogromem cierpienia, przemoc seksualna stała się doświadczeniem powszechnym. Trauma wielu z nich nie kończyła się wraz z wojną – wracała potem w rodzinach, już po cichu, w kolejnych pokoleniach.

W tym odcinku wyraźnie wybrzmiewa też sens samego słowa „herstoria” – nie jako ozdobnika, ale próby dopisania do wielkiej opowieści tych, których przez lata spychał na margines oficjalny przekaz.

„Bardzo poruszyła mnie ta rozmowa” – przyznaje Kamil Dąbrowa, gospodarz videocastu.

„Tamte 63 dni to nie tylko walka na barykadach, ale przede wszystkim walka o przetrwanie cywilnej ludności Warszawy” – dodaje.

Dzieci w Powstaniu miały swoje zadania i swoje dramaty

Drugi mocny wątek rozmowy dotyczy dzieci. Agnieszka Cubała podkreśla, że nie były one żołnierzami z bronią, lecz często uczestnikami wojennej codzienności, której dorośli starali się nie dopuścić do pełnego chaosu. Dowódcy woleli, by słuchały poleceń i nie błąkały się samopas, bo nawet najmłodsi mogli stać się ofiarami ulicy, ruin i przesuwającej się frontowej rzeczywistości.

W pamięć zapada historia chłopca o pseudonimie Torba. Gdy zapytano go, co nosi w swoim dużym tobołku, odpowiedział, że trzyma tam resztki świata, który już przepadł: fotografię ojca, różaniec matki i lalkę młodszej siostry. Potem padły słowa, które trudno czytać bez ścisku w gardle.

„Mam jeszcze was” – powiedział Torba.

To zdanie działa jak skrót całego dziecięcego doświadczenia Powstania. Nie ma w nim patosu. Jest strata, pamięć i rozpaczliwa próba utrzymania przy sobie choćby śladu rodziny.

Warszawa pamięta o powstańcach nie tylko w rocznicach

Rozmowa o historii prowadzi też do bardzo współczesnego pytania o obowiązek miasta wobec tych, którzy przeżyli Powstanie. Warszawa od lat wspiera żyjących powstańców finansowo i organizacyjnie. Rada Warszawy co roku przyznaje im konkretne świadczenie, a pomoc nie kończy się na symbolicznych gestach.

Najważniejsze elementy miejskiego wsparcia wyglądają tak:

  1. 20 tys. zł brutto rocznie otrzymuje każdy żyjący Powstaniec, którego dane znajdują się w Muzeum Powstania Warszawskiego.
  2. Od 2018 roku miasto przeznaczyło na ten cel łącznie 30 mln zł.
  3. Powstańcy korzystają też z bezpłatnych przejazdów komunikacją i taksówkami.

To nie jest wyłącznie zapis budżetowy. To także sygnał, że pamięć o Powstaniu ma swój wymiar codzienny, a nie tylko uroczystościowy. Najnowszy odcinek „Warszawa Mówi” można znaleźć na miejskiej stronie, na kanale YouTube Miasto Stołeczne Warszawa oraz na platformach Spotify i Apple Podcasts.

na podstawie: UMS Warszawa.