[PIŁKA NOŻNA] Pierwsza wyjazdowa wygrana w Betclic 2. lidze – Lechia Zielona Góra – Legia Warszawa II 0:2

[PIŁKA NOŻNA] Pierwsza wyjazdowa wygrana w Betclic 2. lidze – Lechia Zielona Góra – Legia Warszawa II 0:2

Na pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w sezonie rezerwy Legii czekały do sobotniego popołudnia w Zielonej Górze. Legia Warszawa II wygrała z Lechią Zielona Góra 2:0, choć zanim warszawianie objęli prowadzenie, kilka razy musiał ratować ich Jan Bienduga. Dla gości to wynik tym cenniejszy, że wyjazdy były dotąd jednym z trudniejszych punktów tego sezonu.

Spotkanie 11. kolejki Betclic 2. ligi rozegrano 10 października na stadionie MOSiR. Legia przyjechała jako czternasty zespół tabeli, z 12 punktami. Lechia miała ich 15 i zajmowała dziewiąte miejsce. Różnica nie była duża, ale warszawska drużyna musiała znaleźć sposób, by zdobyć komplet punktów poza własnym boiskiem – wcześniej w tym sezonie jeszcze jej się to nie udało.

Bienduga utrzymał Legię w grze, Pchełka dał prowadzenie

Pierwsza część mogła potoczyć się zupełnie inaczej. Zielonogórzanie stworzyli kilka dogodnych okazji, a dwie z nich szczególnie mocno zapamięta warszawski bramkarz. Kamil Olek stanął przed szansą w pojedynku sam na sam, lecz Bienduga nie dał się pokonać. Michał Szmigiel również znalazł się sam przed bramką Legii, ale nie wykorzystał swojej sytuacji. Dla gości były to ostrzeżenia: zanim mogli myśleć o strzelaniu, musieli przetrwać groźne momenty pod własną bramką.

Odpowiedź przyszła tuż przed zejściem do szatni. Strzały Bekema Bickiego zostały zablokowane, akcja jednak się nie skończyła. Maciej Saletra wycofał piłkę do Cypriana Pchełki, a ten zdobył bramkę na 0:1. Warszawianie schodzili więc z prowadzeniem, choć Lechia miała wcześniej okazje, by jako pierwsza zmienić wynik. Z perspektywy Legii to właśnie połączenie interwencji Biendugi i skuteczności Pchełki nadało spotkaniu korzystny dla niej kierunek.

Ten gol miał też znaczenie dla obrazu drugiej części. Rezerwy nie musiały już szukać trafienia otwierającego wynik, za to gospodarze musieli odrabiać stratę po niewykorzystanych szansach. Dla beniaminka był to wyraźny kontrast z poprzednim ligowym występem: 3 października Lechia wygrała na wyjeździe z Sandecją Nowy Sącz 3:1, strzelając dwa gole już w pierwszych 11 minutach. Tym razem okazji nie brakowało, ale przed bramką Legii zabrakło podobnej skuteczności.

Nacisk Bickiego i pechowe zagranie Lisowskiego

Lechia próbowała odpowiedzieć także w drugiej połowie, lecz prowadzenie warszawian utrzymało się. W 70. minucie gospodarzy spotkał kolejny cios, tym razem po własnym zagraniu. Mateusz Lisowski, naciskany przez Bickiego, chciał podać do bramkarza. Z około 35 metrów posłał jednak piłkę nad Jakubem Bursztynem i do własnej bramki. Zrobiło się 0:2, a przed zielonogórzanami stanęło znacznie trudniejsze zadanie.

Legia utrzymała dwubramkową przewagę do ostatniego gwizdka. Nie był to wyjazd, w którym obyło się bez trudnych chwil – szczególnie przed trafieniem Pchełki. Tym większą wartość ma dla warszawskiej drużyny sposób, w jaki wykorzystała swoje momenty i obroniła wynik. Pod koniec sierpnia trener Marcin Matysiak mówił po porażce z Zawiszą, że mecze poza domem są dla jego zespołu dużym wyzwaniem. W Zielonej Górze jego piłkarze wreszcie odpowiedzieli na nie zwycięstwem.

To kolejny sygnał, że rezerwy potrafią wydostać się z trudniejszego okresu. Po trzech ligowych porażkach z rzędu przełamały się 19 września wygraną 3:0 z Podhalem Nowy Targ. Sobotni wynik nie przekreśla wcześniejszych problemów, ale daje warszawskim kibicom konkretny powód do zadowolenia: pierwsze trzy punkty przywiezione z wyjazdu w tym sezonie. Legię czekają teraz spotkania ze Śląskiem Wrocław II 14 października i z Tychami 71 trzy dni później.

Lechia Zielona GóraStatystykaLegia Warszawa II
0Gole2
Ładuję tabelę…
Widzisz błąd lub nieaktualną informację? Zgłoś błąd, sprostowanie lub uwagę

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji

Ostatnie Artykuły