Na Pradze pijany 17-latek twierdził, że dokumenty są w USA

FOT. SM Warszawa
Strażnicy miejscy zauważyli na ul. Zamienieckiej młodego człowieka, który ledwo stał na nogach i pił alkohol z butelek w rękach. Po sprawdzeniu okazało się, że nie ma dowodu osobistego, a przy sobie ma szkolną legitymację potwierdzającą wiek. Policja odebrała chłopaka, rodzice zostali powiadomieni.
Strażnicy miejscy patrolujący nocą rejon Pragi Południe zauważyli na ulicy Zamienieckiej młodą osobę, która walczyła o utrzymanie równowagi. Zanim podeszli, nastolatek wypił kolejny łyk z trzymanych butelek wódki i piwa. Funkcjonariusze zwrócili mu uwagę na spożywanie alkoholu w miejscu publicznym.
Jak podają strażnicy miejscy:
“spożywanie alkoholu w miejscach publicznych jest niezgodne z prawem także nocą”
Młody człowiek - 17-latek - w rozmowie z patrolami twierdził, że wraca od osoby cierpiącej na padaczkę, którą się opiekuje, oraz że jest pełnoletni, ale rzekomo zostawił dokumenty w Stanach Zjednoczonych. Strażnicy poprosili o opróżnienie kieszeni, by wykluczyć niebezpieczne przedmioty. W kieszeni znaleźli szkolną legitymację - z niej wynikało, że właściciel jest nieletni.
Straż Miejska powiadomiła policję, a chłopak został przekazany na komisariat. Około godziny drugiej w nocy matka odebrała syna z komisariatu. Badanie wykazało u niego ponad 2 promile alkoholu.
Sprawę przejęła komisariat policji - rodzice zostali zawiadomieni, a funkcjonariusze sporządzili notatkę z interwencji. Strażnicy przypomnieli, że spożywanie alkoholu w miejscach publicznych jest zabronione, a zatrzymanie miało na celu wyeliminowanie zagrożenia dla zdrowia i bezpieczeństwa młodej osoby.
Taka wymówka brzmi jak scenariusz filmowy - chłopak twierdził, że dokumenty są za oceanem, a skończył z ponad 2 promilami na komisariacie i szkolną legitymacją w kieszeni.
na podstawie: Straż Miejska Warszawa.
Autor: Redakcja Echo Warszawy

