[PIŁKA NOŻNA] Lechia Gdańsk – Legia Warszawa 1:2 w PKO BP Ekstraklasie – warszawiacy trafili w końcówce

[PIŁKA NOŻNA] Lechia Gdańsk – Legia Warszawa 1:2 w PKO BP Ekstraklasie – warszawiacy trafili w końcówce

Legia Warszawa wywiozła z Gdańska zwycięstwo 2:1 w 33. kolejce PKO BP Ekstraklasy, ale na ten wynik musiała poczekać do samego finiszu. Lechia Gdańsk po przerwie doprowadziła do remisu i przez moment naprawdę pachniało podziałem punktów, jednak w doliczonym czasie gry goście znaleźli jeszcze jeden cios i to oni wracają do stolicy w lepszych nastrojach.

Na Polsat Plus Arenie Gdańsk było głośno i nerwowo, bo mecz oglądało około 35 tysięcy widzów. Dla gospodarzy to był kolejny ważny sprawdzian w walce o ucieczkę z dolnych rejonów tabeli, dla Legii – mecz z gatunku tych, które trzeba było po prostu wygrać, jeśli myśli się jeszcze o europejskich pucharach. Lechia przystępowała do spotkania z 16. miejsca, Legia była siódma, z wyraźnie lepszym dorobkiem punktowym.

Nsame uderzył pierwszy, a Legia szybko złapała kontrolę

Już początek ułożył się po myśli warszawian. W 11. minucie Jean-Pierre Nsame wykorzystał swoją okazję i Legia objęła prowadzenie, zanim gospodarze zdążyli na dobre wejść w mecz. Goście zagrali w ustawieniu 3–4–3, a ich plan był czytelny: nie oddawać rytmu, pilnować środka pola i czekać na moment, w którym można zadać pierwszy cios.

Lechia próbowała odpowiedzieć własną organizacją i długimi fragmentami miała piłkę przy nodze. Posiadanie na poziomie 62 procent wyglądało obiecująco, ale warszawiacy dobrze bronili dostępu do własnej bramki i nie pozwalali, by przewaga gospodarzy zamieniła się w serię naprawdę groźnych sytuacji. Gdańszczanie częściej byli przy piłce, lecz to Legia sprawiała wrażenie drużyny pewniejszej, bardziej konkretnej i spokojniejszej pod presją.

Pierwsza połowa była też dość szarpana. Kartka dla Kacpra Chodyny w 32. minucie i upomnienie dla Ivana Zhelyzki tuż przed przerwą pokazały, że nikt nie zamierza odpuszczać. Do szatni Legia schodziła przy prowadzeniu 1:0, ale bez poczucia pełnego komfortu, bo Lechia z każdą minutą coraz odważniej szukała szansy na zmianę obrazu gry.

Bobček rozpalił nadzieje, ale końcówka znów należała do Legii

Po przerwie gospodarze ruszyli śmielej i w ich grze było więcej energii. John Carver już w 61. minucie sięgnął po zmianę, wpuszczając Tomasza Neugebauera za Alberta Tsarenkę, a Legia odpowiedziała trzema roszadami w tej samej minucie. Mecz robił się coraz bardziej otwarty, a to zazwyczaj oznaczało, że jedna dobra akcja może odmienić wszystko.

Taka właśnie chwila przyszła w 63. minucie. Tomáš Bobček doprowadził do remisu i na stadionie w Gdańsku zrobiło się naprawdę głośno. Dla napastnika Lechii było to już 18. trafienie w sezonie, dzięki czemu zrównał się z Czubakiem w klasyfikacji strzelców Ekstraklasy. Gospodarze poczuli, że mecz można jeszcze przechylić na swoją stronę, zwłaszcza że chwilę później mieli kolejną okazję, którą należało zamienić na coś więcej.

Nie udało się. Lechia miała swoje momenty, ale nie potrafiła ich domknąć, a z czasem sytuacja zaczęła się komplikować. W 73. minucie Bobček obejrzał żółtą kartkę, potem emocje tylko rosły, aż w 87. minucie Ivan Zhelyzko zobaczył drugie upomnienie i musiał opuścić boisko. Od tego momentu gospodarze grali już w osłabieniu, a przy tak napiętym meczu każda strata ustawienia mogła kosztować bardzo drogo.

Legia nie rzucała się chaotycznie do przodu, ale cierpliwie czekała na swój moment. W 72. minucie Nsame ustąpił miejsca A. Colakowi, a właśnie ta zmiana okazała się kluczowa. Gdy wydawało się, że remis jest blisko, w samej końcówce warszawianie dopięli swego. Antonio Čolak trafił na 2:1 i przesądził o tym, że trzy punkty pojechały do Warszawy.

Końcowe minuty były już bardzo nerwowe, z kartkami dla Rafała Augustyniaka, Mateja Rodina i Jana Leszczyńskiego, ale wynik nie uległ zmianie. Statystyki dobrze oddają ten mecz: Lechia miała więcej piłki, Legia była skuteczniejsza i spokojniejsza w najważniejszych momentach. Strzały celne: 6:4, rzuty rożne: 4:5, faule: 17:12 – liczby potwierdzają, że to nie był spacerek, tylko twarde, momentami szarpane spotkanie.

Dla Lechii to kolejny bolesny wieczór w końcówce sezonu. Legia z kolei zrobiła to, co w takich meczach robić musi – przyjęła uderzenie, przetrwała trudniejsze fragmenty i w decydującym momencie wykorzystała swoją szansę. W następnej kolejce warszawianie zagrają u siebie z Motorem Lublin , a Lechia pojedzie do Niecieczy.

Lechia GdańskStatystykaLegia Warszawa
1Gole2
62%Posiadanie38%
6Strzały celne4
7Strzały niecelne2
16Strzały łącznie9
3Strzały zablokowane3
12Strzały w polu karnym8
4Strzały spoza pola1
4Rzuty rożne5
17Faule12
1Spalone1
4Żółte kartki3
1Czerwone kartki0
2Interwencje bramkarza5
470Liczba podań275
373Podania celne186
79%Skuteczność podań68%