Krwawe dni Marymontu. Niemcy zamordowali co najmniej 363 mieszkańców

Krwawe dni Marymontu. Niemcy zamordowali co najmniej 363 mieszkańców

Zdjęcie poglądowe wygenerowane przez AI

Pod pomnikiem przy ulicy Gwiaździstej przypomniano historię mieszkańców Marymontu i Rudej, którzy we wrześniu 1944 roku padli ofiarą niemieckich zbrodni. Wśród zamordowanych były dzieci, także niemowlęta. Ocaleni trafiali do obozu przejściowego w Pruszkowie, a niektórzy przez wiele miesięcy ukrywali się w ruinach. Ta historia pokazuje, że cena powstania warszawskiego została zapłacona nie tylko na barykadach.

  • Egzekucje na Marymoncie objęły całe rodziny
  • W ruinach ukrywali się warszawscy Robinsonowie

Egzekucje na Marymoncie objęły całe rodziny

14 i 15 września 1944 roku niemieckie oddziały zamordowały na Marymoncie i Rudzie co najmniej 363 mieszkańców. Wśród ofiar było 25 dzieci. Pośród nich znalazły się również niemowlęta.

Ocalałych zgromadzono na placu przed gmachem Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego, czyli dzisiejszej Akademii Wychowania Fizycznego. Tam odebrano im dobytek, a następnie skierowano do obozu przejściowego w Pruszkowie. Dla wielu osób oznaczało to początek przymusowej tułaczki i rozdzielenie z bliskimi.

Podczas uroczystości przy pomniku na bielańskiej Rudzie zastępca burmistrza Włodzimierz Piątkowski przypomniał los zamordowanych i wypędzonych mieszkańców. Monument ustawiono w 76. rocznicę upadku powstania. Jego znaczenie nie sprowadza się jednak do samej liczby ofiar – każda z nich miała imię, adres i osoby, które na nią czekały.

2 października obchodzony jest Dzień Pamięci o Cywilnej Ludności Powstańczej Warszawy. Sejm ustanowił go w 2015 roku, podkreślając, że opór trwał także dzięki mieszkańcom stolicy. W powstaniu zginęło około 16 tysięcy żołnierzy Armii Krajowej oraz od 130 do 200 tysięcy cywilów. Oznacza to, że na jednego poległego żołnierza przypadało średnio około dziesięciu zabitych cywilów.

W ruinach ukrywali się warszawscy Robinsonowie

Nie wszyscy mieszkańcy Marymontu opuścili Warszawę. Wśród tych, którzy pozostali, był Wacław Gluth-Nowowiejski, pseudonim „Wacek” – osiemnastoletni kapral podchorąży ze Zgrupowania „Żmija”. Brał udział w walkach o Marymont, a po odniesieniu ran ukrywał się przed Niemcami.

Podobny los spotkał ponad tysiąc osób. Historycy określają ich mianem warszawskich Robinsonów. W kryjówkach znajdowali się Żydzi, głównie uciekinierzy z getta, Polacy oraz zbiegli jeńcy radzieccy. Niemcy pogardliwie nazywali ich „szczurami”.

Ludzie ukrywali się w piwnicach i na strychach zburzonych domów aż do 17 stycznia 1945 roku. Z kryjówek wychodzili tylko po wodę i jedzenie. Codzienność oznaczała głód, pragnienie i stały strach przed wykryciem. Szansę na przetrwanie zwiększało pozostawanie w grupie, ponieważ ukrywający się pomagali sobie nawzajem.

Kiedy Robinsonowie opuścili ruiny, zobaczyli stolicę niemal całkowicie zniszczoną. Około 80 procent zabudowy leżało w gruzach. To właśnie ludzie, którzy przetrwali egzekucje, wysiedlenia i miesiące ukrywania się, stali się później częścią odbudowy Warszawy. Pamięć o ofiarach Marymontu i Rudej przypomina więc także, że los cywilów był jednym z najważniejszych wymiarów powstania.

na podstawie: Bielany.

Ilustracja ma charakter poglądowy i została wygenerowana przez sztuczną inteligencję — nie jest fotografią rzeczywistego zdarzenia.

Widzisz błąd lub nieaktualną informację? Zgłoś błąd, sprostowanie lub uwagę

Treści na stronie są opracowywane z wykorzystaniem sztucznej inteligencji